Do tej produkcji, przyznam się szczerze, podchodziłem z bardzo pozytywnym nastawieniem. Generalnie w moim otoczeniu film ten chwalono i wśród subiektywnych opinii słychać było przeważnie dobre komentarze. Wiadomym faktem jest, że do dzieł Rodrigueza należy podchodzić z dystansem oraz brać poprawkę na jego stylistykę, humor oraz bezsprzeczny ekscentryzm i nietypowość. Patrząc przez ten pryzmat trzeba przyznać, że jest to całkiem udany kawałek kina akcji, biorąc pod uwagę także kwestię, że Maczeta początkowo miała być jedynie trailerem nie mającym ujrzeć światła dziennego jako pełnometrażowy film.
Na początek podkreślenia wymaga obsada głównej roli. Wspomniany reżyser znany jest ze współpracy przede wszystkim z dwiema osobami: Quentinem Tarantino i aktorem Dannym Trejo. Tego drugiego widzieliśmy, włączając w to opisywany tutaj film, aż w 14 (!) produkcjach spod skrzydeł Rodrigueza, jednak zawsze odgrywał postacie drugoplanowe. Tym razem jest inaczej i pierwsze skrzypce w Maczecie gra nie kto inny jak opisywany wyżej aktor o meksykańskich korzeniach. Uważam, że pasuje on do tej roli jak ulał. Mam pewne wątpliwości czy film ten nie był czasem nakręcony właśnie z myślą o panu Trejo na czele dla uwieńczenia współpracy z Rodriguezem. Poza tym ciekawym ale trafnym rozwiązaniem dotyczącym obsady pozostała jej część także nie pozostaje w tyle bowiem na ekranie można zobaczyć takie sławy jak Robert DeNiro, Jessica Alba, Lindsay Lohan, Michelle Rodriguez, Don Johnson, Cheech Martin czy Steven Segal. Mamy zatem do czynienia z naprawdę zaskakującą plejadą gwiazd w filmie, który miał być jedynie żartobliwą cut-scenką. Niewątpliwie jest to bardzo miły aspekt tej produkcji zdecydowanie wpływający na jej odbiór.
Scenariusz nie jest zbyt rozbudowany i można by nawet rzec, że jest jedynie dodatkiem do całego obrazu. Skorumpowany senator John MacLaughlin (Robert DeNiro) prowadzi bezwzględną wojnę z imigrantami z Meksyku. Machete Cortez (Danny Trejo) dostaje zlecenie by zabić wspomnianego polityka jednak zostaje wystawiony. Po tym zajściu, które udaje mu się przeżyć postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i zemścić się na swoim zleceniodawcy. Maczeta prowadząc swoje śledztwo dowiaduje się wielu ciekawych a momentami nawet zaskakujących i szokujących rzeczy odnośnie polityki względem emigrantów i towarzyszących im procederów. Historia nie wydaje się być skomplikowana jednak nie o to w tym filmie chodzi.
Maczeta jest stylizowana na film klasy B. Przeskakujący obraz z migającymi czarnymi punktami niczym w starych zapisanych na niechlujnie posklejanych celulozowych taśmach zdecydowanie dodaje klimatu. Natomiast to co się dzieje na ekranie można opisać bardzo krótko w 3 słowach: krew, przemoc i cycki. Cóż więcej można spodziewać się po wkurzonym meksykaninie, świetnie wyszkolonym w zabijaniu, którego ulubionym orężem jest maczeta. Jednak w połączeniu ze świetnym czarnym humorem, wartką i szybką akcją oraz ładnymi aktorkami, które tu i ówdzie pokazują to i owo daje na prawdę niezły film. Trzeba także przyznać, że pomysłowość co do metod eliminowania przeciwników (w szczególności ta początkowa gdy Maczeta ucina 3 głowy na raz) zadziwia a niektóre teksty (przykładowo podczas wybierania przez głównego bohatera broni) na prawdę powalają. zdecydowanie mogę polecić ten film fanom mocnego kina akcji.

