czwartek, 24 lutego 2011

Maczeta / Machete (2010)


Do tej produkcji, przyznam się szczerze, podchodziłem z bardzo pozytywnym nastawieniem. Generalnie w moim otoczeniu film ten chwalono i wśród subiektywnych opinii słychać było przeważnie dobre komentarze. Wiadomym faktem jest, że do dzieł Rodrigueza należy podchodzić z dystansem oraz brać poprawkę na jego stylistykę, humor oraz bezsprzeczny ekscentryzm i nietypowość. Patrząc przez ten pryzmat trzeba przyznać, że jest to całkiem udany kawałek kina akcji, biorąc pod uwagę także kwestię, że Maczeta początkowo miała być jedynie trailerem nie mającym ujrzeć światła dziennego jako pełnometrażowy film. 
Na początek podkreślenia wymaga obsada głównej roli. Wspomniany reżyser znany jest ze współpracy przede wszystkim z dwiema osobami: Quentinem Tarantino i aktorem Dannym Trejo. Tego drugiego widzieliśmy, włączając w to opisywany tutaj film, aż w 14 (!) produkcjach spod skrzydeł Rodrigueza, jednak zawsze odgrywał postacie drugoplanowe. Tym razem jest inaczej i pierwsze skrzypce w Maczecie gra nie kto inny jak opisywany wyżej aktor o meksykańskich korzeniach. Uważam, że pasuje on do tej roli jak ulał. Mam pewne wątpliwości czy film ten nie był czasem nakręcony właśnie z myślą o panu Trejo na czele dla uwieńczenia współpracy z Rodriguezem. Poza tym ciekawym ale trafnym rozwiązaniem dotyczącym obsady pozostała jej część także nie pozostaje w tyle bowiem na ekranie można zobaczyć takie sławy jak Robert DeNiro, Jessica Alba, Lindsay Lohan, Michelle Rodriguez, Don Johnson, Cheech Martin czy Steven Segal. Mamy zatem do czynienia z naprawdę zaskakującą plejadą gwiazd w filmie, który miał być jedynie żartobliwą cut-scenką. Niewątpliwie jest to bardzo miły aspekt tej produkcji zdecydowanie wpływający na jej odbiór.
Scenariusz nie jest zbyt rozbudowany i można by nawet rzec, że jest jedynie dodatkiem do całego obrazu. Skorumpowany senator John MacLaughlin (Robert DeNiro) prowadzi bezwzględną wojnę z imigrantami z Meksyku. Machete Cortez (Danny Trejo) dostaje zlecenie by zabić wspomnianego polityka jednak zostaje wystawiony. Po tym zajściu, które udaje mu się przeżyć postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i zemścić się na swoim zleceniodawcy. Maczeta prowadząc swoje śledztwo dowiaduje się wielu ciekawych a momentami nawet zaskakujących i szokujących rzeczy odnośnie polityki względem emigrantów i towarzyszących im procederów. Historia nie wydaje się być skomplikowana jednak nie o to w tym filmie chodzi.
Maczeta jest stylizowana na film klasy B. Przeskakujący obraz z migającymi czarnymi punktami niczym w starych zapisanych na niechlujnie posklejanych celulozowych taśmach zdecydowanie dodaje klimatu. Natomiast to co się dzieje na ekranie można opisać bardzo krótko w 3 słowach: krew, przemoc i cycki. Cóż więcej można spodziewać się po wkurzonym meksykaninie, świetnie wyszkolonym w zabijaniu, którego ulubionym orężem jest maczeta. Jednak w połączeniu ze świetnym czarnym humorem, wartką i szybką akcją  oraz ładnymi aktorkami, które tu i ówdzie pokazują to i owo daje na prawdę niezły film. Trzeba także przyznać, że pomysłowość co do metod eliminowania przeciwników (w szczególności ta początkowa gdy Maczeta ucina 3 głowy na raz) zadziwia a niektóre teksty (przykładowo podczas wybierania przez głównego bohatera broni) na prawdę powalają. zdecydowanie mogę polecić ten film fanom mocnego kina akcji.

piątek, 11 lutego 2011

Czarny Łabędź / Black Swan (2010)

Zanim miałem okazję obejrzeć ten film spotkałem się z różnorodnymi a za razem skrajnymi opiniami na jego temat. Z jednej strony słychać było głosy zachwytu i zgody co do tego, że film ten słusznie został nominowany do Oscara. Z drugiego frontu napływały liczne mniej lub bardziej konstruktywne krytyki i ciągle przewijające się określenia "przereklamowany" czy też zdania "zawiodłem/am się na nim". Z mojego punktu widzenia zdecydowanie muszę opowiedzieć się po stronie tego pierwszego grona kinomanów.
Film przedstawia historię młodej baletnicy (Natalie Portman) starającej się o główną rolę w słynnym przedstawieniu baletowym Jezioro Łabędzie. Wydawać by się mogło, że tak opisany (co prawda w dużym i telegraficznym skrócie) scenariusz niczym nie zaskoczy. Nic bardziej błędnego! Cała historia jest bowiem pokazana przede wszystkim (a posunął bym się nawet do stwierdzenie, że "tylko") z perspektywy młodziutkiej Niny. Początkowo dziewczyna wydaje się być skromną, delikatną i do przesady naiwną tancerką, która nie widzi nic poza swoim małym, prywatnym światkiem baletu. Główna bohaterka jest osobą pracowitą i niesłychanie ambitną lecz tylko w swoim wąskim polu zainteresowania. Balet pochłonął ją bez reszty do tego stopnia, że zapomniała o swoim życiu towarzyskim i innych aspektach swej doczesnej egzystencji. Punktem zwrotnym w filmie, już na samym początku staje się casting do roli w Jeziorze Łabędzim. Reżyserem i choreografem jest ekscentryczny i kontrowersyjny Thomas (Vincent Cassel), który zamierza przedstawić ten słynny balet w nowatorskiej odsłonie gdzie jedna tancerka zagra rolę zarówno białego jak i czarnego łabędzia. Od tego momentu w Nina obrała sobie tylko jeden cel - główna rola - który staje się jej obsesją. Kierowana niezdrowymi ambicjami, afirmując stare porzekadło, że cel uświęca środki oraz nie widząc nic poza deskami parkietu w teatrze, Nina ostatecznie dostaje rolę jednak na tym nie kończą się jej problemy...
Czarny Łabędź ma dwa bardzo mocne punkty - ciekawą i różnorodną osobowość głównej bohaterki oraz genialną grę aktorską, przede wszystkim Natalie Portman. Odnosząc się do pierwszego elementu chce podkreślić, że chodzi mi o ukazanie przemiany jaką Nina doznaje na tle całego filmu. Transformacja ta najeżona jest zwrotami akcji i wieloma momentami niepewności co do dalszych wydarzeń. Z początku skromna i subtelna dziewczynka okazuje się być dręczona wieloma bolączkami natury psychicznej, fizycznej oraz socjologicznej. Wymienione czynniki zdają się tak mocno oddziaływać na jej charakter, zachowania i sposób odnoszenia się do otaczających ją bliskich, rówieśników i innych osób, że zmienia się nie do poznania. Te problemy narastają do takich rozmiarów, że obserwując wydarzenia praktycznie rzecz biorąc "z oczu" bohaterki widz w pewnych momentach może stracić orientację co do realności niektórych zjawisk. Nie należy jednak uznawać tego za wadę, wręcz przeciwnie, cała ta psychodeliczna otoczka i rozważania odnośnie realizmu zachodzących obrazów dodają mrocznego klimatu, potęgowanego jeszcze dodatkowo wybrzmiewająca bez przerwy w tle muzyką klasyczną.
Wszystkie te wydarzenia nabrały większego wyrazu i ekspresji dzięki świetnej grze Portman. Poczynając od samych przygotowań do filmu młoda aktorka musiała sporo schudnąć i, co najważniejsze, nauczyć się tańczyć balet. Jedne źródła mówią, że musiała ćwiczyć rok aby posiąść tę umiejętność inne natomiast twierdzą, że Natalie już wcześniej miała do czynienia z tą ciekawą i wymagającą sztuką. Tak czy owak była bardzo przekonująca zarówno podczas scen czysto aktorskich jak i tanecznych. Trzeba w tym miejscu wspomnieć, że pan Aronofsky postawił na siłę i bezpośredniość przekazu. Były tam zarówno skrajne emocje - wściekłość, rozpacz, bólu, smutek - jak i sceny przesiąknięte erotyzmem i seksem ponad granice przysłowiowej przyzwoitości. Nie zabrakło także ujęć jakimi nie powstydziłby się film grozy przez które niektórzy widzowie odwróciliby oczy z obrzydzeniem. Mając na względzie powyższe względy, rola Niny Sayers stała się jeszcze trudniejszą i bardziej wymagającą  jednak została świetnie i przekonująco zrealizowana.
Czarny Łabędź to zdecydowanie film bardzo dobry jednak nie przeznaczony dla wszystkich odbiorców kina szczególnie ze względu na dobitność i bezpośredniość przekazu. Sam pomysł na film także może nie spodobać się każdemu widzowi ponieważ może okazać się zbyt ciężkostrawny. Tym niemniej jednak można pokusić się na poświęcenie chwili swojego czasu na ten film by wyrobić sobie o nim własne zdanie.