środa, 13 lipca 2011

Super 8 (2011)

Dawno nic nie nasmarowałem z kilku względów. Po pierwsze nie za bardzo miałem czas na oglądanie filmów a po drugie nieco zabrakło mi weny twórczej. Uznałem jednak, że lipiec to najlepszy moment na wielki powrót najwybitniejszego recenzenta filmowego XXI w. Spontaniczny wypad do kina gdzie przywitała mnie praktycznie pusta sala okazała się całkiem niezłym pomysłem bowiem Super 8 to całkiem przystępny kawałek kina.
Historia jest prosta jak świński ogon. Grupa dzieciaków kręci film na stacji kolejowej w niewielkim miasteczku w USA. Zrządzenie losu nominowało ich jednak jako świadków najpoważniejszego wypadku kolejowego w historii ich miejscowości. Sprawy nabierają rozpędu gdy na miejscu znajdują swojego nauczyciela biologii, który naumyślnie wjechał na tory a przy całej sprawie zaczyna węszyć wojsko próbujące zatuszować prawdę. Na domiar złego w miasteczku w niewyjaśnionych okolicznościach giną ludzie a do szeryfa napływa coraz więcej dziwnych skarg.
W scenariuszu nie dopatrzyłem się żadnych istotnych luk czy nieścisłości. Wszystko wydaje się być dość spójne może poza akcją z uciekającymi psami, które to wydarzenie pozostawało oderwane od reszty i ostatecznie nie wpłynęło w żaden sposób finał historii. W filmie niemałym zaskoczeniem była dla mnie dawka humoru. Mimo, że filmu w żaden sposób nie można zaliczyć do komedii (generalnie ciężko jest sklasyfikować ale o tym później) to z rozmowy dzieciaków odgrywających główne role przysparzały mnie o częste wybuchy śmiechu. Zdecydowanie wpływa to pozytywnie na odbiór filmu i co więcej cała ta dawka humoru towarzyszy nam do końca. Raz po raz któryś z pociesznych, niedoszłych filmowców rzuci jakąś docinkę swemu rówieśnikowi czy też skomentuje obecną sytuację co zaowocuje wybuchem spontanicznej radości. Dodatkowym elementem, który mnie osobiście przypadł do gustu to umieszczenie akcji filmu na przełomie lat 70 i 80 dwudziestego wieku. Gustuję w klimatach retro a zobaczyć na ekranie Mustanga dodatkowo dodaje smaczku. Stąd właśnie problem z klasyfikacją tej produkcji ja jednak wsadziłbym ją do worka sci-fi. Efekty specjalne na wysokim poziomie (brawo panie Spielberg) oraz budowanie napięcia na wzór serii filmów o Alienie. 
Kilka słów krytyki. Generalnie miałem wrażenie, że film toczy się dwutorowo. Pierwszy wątek to historia powiązana z wypadkiem i jej logiczne następstwa a drugi życie osobiste poszczególnych bohaterów. W drugim z nich mamy śmierć matki syna szeryfa i jego próby nawiązania kontaktów z synem, nastoletnią miłość, pasję młodych ludzi i ścieranie się różnych charakterów, ojca alkoholika i wiele innych kwestii. Wszystkie te relacje jakkolwiek ciekawe mają znikomy wpływ na rozwój wypadków i stanowią jedynie tło spokojnie mogące utworzyć scenariusz na oddzielny film. Druga kwestia (wiem może i się czepiam) głowni bohaterowie to przede wszystkim dzieci, nastolatki. Nierealnym wydaje mi się by ich rówieśnik postawiony w sytuacjach filmowych (wypadek samochodowy, wybuchające wagony i spadające wokół palące się szczątki, wojskowa strzelanina czy wszelkie inne pirotechniczne zawieruchy) byłyby w stanie zachować zimną krew i racjonalnie myśleć. Poza jednym bohaterem, który w sytuacjach krytycznych wymiotował i trząsł portkami, pozostali bohaterowie zawsze wychodzili z opresji zachowując się jak zimnokrwiści żołnierze Navy Seals. Ale to tylko moje spostrzeżenie i c'mon it's only a movie gimme a break.