wtorek, 15 marca 2011

The Fighter (2010)

Boks to dyscyplina sportu będąca w spektrum zainteresowania przemysłu filmowego od dawna. Poczynając od klasyki kina czyli Wściekłego Byka z Robertem DeNiro, poprzez ulubiony tasiemiec komercyjnych stacji telewizyjnych ze Stallonem, kończąc na całkiem nowych produkcjach tak jak opisywany przeze mnie Wskrzeszenie Mistrza z Saulem L. Jacksonem czy Cinderella Man z Russellem Crowe w roli Jimmy'ego Bradocka. Fighter także kręci się wokół boksu - osoby niegdyś będącej u szczytu sławy oraz młodego, obiecującego sportowca. Są to bracia Dicky Eklund (Christian Bale) oraz Micky Ward (Mark Wahlberg). Na pierwszy plan wysuwa się także bardzo liczna i specyficzna rodzinka tych dwóch bokserów, w szczególności do przesady troskliwa i zaborcza mamusia Alice (Melissa Leo).
Film przedstawia nam bardzo pokręcone realia w których żyją głowni bohaterowie. Niemłody już jak na zawodowy sport Micky trenuje pod okiem swojego brata, a jego menedżerem jest nie kto inny jak ukochana mamusia. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że Dicky od lat jest uzależniony od cracku i całe dnie spędza w nieodległej melinie nie przychodząc tym samym na treningi. Alice natomiast nie widząc poważnego problemu swego pierworodnego uważa, że tylko rodzina może zapewnić Mickiemu zarówno szczęście jak i sukces zawodowy. Niestety sytuacja nie przedstawia się tak kolorowo ponieważ polityka menadżerska całej tej familii okazuje się być nieracjonalna i kierowana bliżej nieokreślonymi pobudkami. Czara goryczy przelewa się w momencie gdy młodszy z braci dostaje solidnego łupnia od 9 kilo cięższego przeciwnika, z którym w ogóle nie powinien był walczyć. Wówczas Mickey poznaje lokalną barmankę, która okazuje się być jego bratnią duszą i gotowa jest go wspomóc na wyboistej drodze do lepszego jutra.
Fighter jest filmem gdzie boks stanowi pewien element spajający. Co prawda życie bohaterów cały czas skupione jest na tej dyscyplinie sportu jednak obraz ten ma zdecydowanie szerszy kontekst. Pokazuje bowiem jak wygląda życie sportowca z małej amerykańskiej miejscowości Lowell - członka niewielkiej społeczności gdzie każdy wie wszystko o każdym. Mieszkańcy trzymają się w zwartych kręgach, najczęściej w gronie rodziny i najbliższych przyjaciół. Gdy tylko coś się wydarzy, niezależnie czy dobrego czy wręcz przeciwnie, natychmiast jest o tym głośno w całej okolicy. Fighter pokazuje także, dla mnie patologiczny, obraz rodziny Mickiego i Dickiego. Mamusia mająca mająca monopol na rację i obsesję na punkcie "obcych", których jedynym celem jest oszustwo i wyzysk jej ukochanych synków. Alice jest dumna ze swojego pierworodnego i cały czas żyje jego sukcesami z przeszłości. Jej zdaniem Micky bez swojego brata nie ma szans na sukces co oczywiście jest sprzeczne z rzeczywistością. Dicky natomiast, niegdyś Duma Lowell, jest nikim więcej jak tylko lokalnym ćpunem, włóczącym się po okolicy, spędzający czas w lokalnej melinie i parający się drobnymi przestępstwami. Żyje marzeniami o chwale, która kiedyś była na wyciągnięcie ręki. W środku tej całej spirali beznadziejności i stagnacji żyje Micky - głodny sukcesu, ambitny i utalentowany młody bokser. Jednak mając z jednej strony zawistną i zaborczą mamusię wpatrzoną w swojego starszego, staczającego się syna jak w obrazek a z drugiej Dickiego kompletnie oderwanego od świata zewnętrznego Ward nie ma szans na wybicie się. Młodym bokserem targają przeciwstawne emocje. Kocha swoją rodzinę i wszystkie swoje umiejętności zawdzięcza bratu jednak widzi również w pełni obiektywnie, że znajduje się impasie i musi podjąć zdecydowanie kroki by go przełamać.
Świetna gra aktorska Christiana Bale'a zdecydowanie wzbogaciła postać Dickiego Eklunda. Musiał sporo schudnąć ponieważ w filmie wyglądał jak śmierć na chorągwi. Synteza wiarygodnego wyglądu oraz przekonującej gry aktorskiej ukazały nam uderzający obraz człowieka uzależnionego od narkotyków. Zgadzam się także z nominacją do Oscara Melissy Leo za drugoplanową rolę kobiecą. Ukazanie niezwykle barwnej postaci Alice nieznacznie odstawała od roli Bale'a. Zawiodłem się jedynie na końcówce od której wiało schematyzmem i przewidywalnością. Całokształt jednak prezentuje się bardzo ciekawie i warto poświęcić na ten film chwilę wolnego czasu.    
 

piątek, 11 marca 2011

Opór / Defiance (2008)

Krótko o wczorajszej domowej projekcji. Przeglądając internet dowiedziałem się, że na TVN-ie leci jakiś film z Craigiem w realiach WWII. Czym prędzej przełączyłem mój odbiornik na wspomniany kanał. Rzadko oglądam filmy na tego typu stacjach z jednego wiadomego, znanego wszystkim względu - reklam. Tym razem zrobiłem jednak wyjątek ze względu na tematykę ostatnio będącą w obszarze moich zainteresowań. 
Film wprowadza nas w realia wojennych prześladowań i mordów żydów w europie wschodniej. Heroiczni bracia Bielscy próbują wraz z kilkoma uciekinierami ukryć się i przetrwać w jednym z białoruskich lasów. Jednak wieść o ich poczynaniach szybko się rozchodzi i do ich obozu napływają coraz to nowe ofiary prześladowań. Jako ludzie o wielkich sercach przyjmują ich do swojego grona, które ostatecznie urasta do wielkości małej społeczności. Film przedstawia nam wzloty i upadki tego przedsięwzięcia, problemy jakie  wiążą się z utrzymaniem w homeostazie tak dużej grupy ludzi w warunkach ciągłego zagrożenia ze strony niemieckiego agresora. 
Zacznę od tego, że jest to oczywiście produkcja amerykańska i widać to na każdym kroku. Za każdym razem trochę śmieszy mnie obsadzanie aktorów hollywoodzkich czy ogólnie anglojęzycznych w rolach europejczyków, w szczególności ze wschodniej części tego kontynentu. Przykładów takiego zabiegu jest kilka jak chociażby Adrien Brody jako Szpilman w Pianiście czy Nicolas Cage wcielający się w postać rosyjskiego handlarza bronią Jurij Orlova. W "Oporze" Daniel Craig kreuje natomiast postać Białorusina Tuvia Bielskiego. Efekt tego jest dość komiczny bo aktor ten, z pochodzenia Brytyjczyk, za wszelką cenę stara się nadać swej wymowie słowiański akcent. Nie pozostają mu dłużni pozostali odtwórcy głównych ról jak np. Liev Schreiber czy Jamie Bell - pozostali bracia Bielscy. Nie wpływa to natomiast na grę aktorską, która jest na całkiem niezłym poziomie.
Jak wspomniałem film jest, mimo przytoczonych realiów, na wskroś amerykański. Nie brakuje tu bowiem dramaturgii, heroizmu i bohaterstwa w walce, charyzmatycznych indywiduów i podbudowujących na duchu przemów do ogółu. Nie zabrakło także wątków miłosnych, wzruszających scen i samozwańczych, kompletnie nijak się mających do realizmu wojny akcji militarnych. Jesteśmy także świadkami braterskich waśni i rywalizacji oraz rozważań na temat moralności dokonywanych czynów. Ciekawym aspektem jest różnorodność postaci i cała galeria różnych charakterów, które w mniejszym lub większym stopniu wywierają jakiś wpływ na funkcjonowanie "Partyzantów Bielskiego". Film jest dość długi i biorąc pod uwagę liczne przerywniki trzeba było na niego poświęcić sporo czasu. Nie uważam jednak by był to czas stracony. Scenariusz jest bowiem oparty na faktach i można poznać historię zwykłych ludzi dla których dobro współbratymców jest wartością nadrzędną.          

piątek, 4 marca 2011

Sala samobójców (2011)

Od momentu gdy zobaczyłem zwiastun tego filmu byłem niezmiernie ciekawy co może z tego wyniknąć. Polski thriller w dodatku o dosyć aktualnej tematyce na prawdę wzbudzał mieszane uczucia. Po dzisiejszym seansie moje wątpliwości zostały rozwiane. Podkreślam jednak, że jedyne co wiedziałem o tym filmie przed projekcją to to co ujrzałem na trailerze i takie podejście polecam innym kinomaniakom wybierającym się na seans (koniecznie do kina!). Dlatego też osobom nie mającym jeszcze okazji ujrzeć na własne oczy tej produkcji polecam zaprzestać czytania (mówię poważnie, ponieważ wasz obiektywizm odbioru może zostać niepostrzeżenie i zupełnie niepotrzebnie zaburzony) i czym prędzej udać się do najbliższego Cinema City, Silver Screen czy cokolwiek tam macie pod ręką.
Najlepiej, jak to mówią, zacząć od początku a zatem i tak się stanie. Film wprowadza nas w historię trzyosobowej na pozór szczęśliwej i kochającej się rodziny. Ojciec (Pieczyński) jest dobrze zapowiadającym się politykiem i ekspertem w jednym z polskich ministerstw, matka (Agata Kulesza) to zapracowana i rozchwytywana projektantka mody, natomiast syn Dominik (Jakub Gierszał) typowy niczym się niewyróżniający licealista z maturą i studniówką zapasem. Tak to się po krótce przedstawia i, chciałoby się rzec wieje nudą. Ot będzie to kolejny dramacik obyczajowy w troszkę innej otoczce. Innej ponieważ Dominik, tak jak wszyscy jego znajomi, jest częstym bywalcem portali społecznościowych stanowiących swoista platformę gdzie rozgrywa się spora część życia towarzyskiego. Na Facebooku bowiem uwieczniane są najważniejsze wydarzenia, które są następnie akceptowane (fejsbukowe lubię to!) lub soczyście i bez ogródek "zjeżdżane". I tutaj zapewne nie tylko na mojej twarzy pojawił się wyraz, który można by streścić jako "czyżby gniot o fejsbukowych trollach i słitaśnych fociach?". Nie ukrywam, że mina ta w miarę rozwoju wydarzeń znikła z mego oblicza ustępując miejsca ciekawości i miłemu zaskoczeniu. Głównemu bohaterowi bowiem, na jego nieszczęście, przytrafia się pewne nieciekawe przeżycie i na domiar złego uczestniczy w nim także jego przyjaciel, który nie omieszkał opisać to na wspomnianym portalu społecznościowym. W tym właśnie momencie Dominik czuje, że jego świat jakim go znał trzęsie się w posadach i wszystko wali mu się na głowę. Jego zdaniem rozwiązanie problemów leży w ucieczce do wirtualnego świata gry online, gdzie można się stać kimkolwiek zechcesz i robić co tylko się zamarzy. Główny bohater stara się to zrobić pod przewodnictwem nowo poznanej w tym właśnie świecie, tajemniczej Sylwii (Roma Gąsiorowska).
Film dotyka bardzo ciekawej lecz niezbyt oryginalnej tematyki. Rzeczywistość wirtualna bowiem i problemy z nią związane są dyskutowane już od dłuższego czasu zarówno w mediach jak i na forach internetowych a także w zwykłych codziennych rozmowach. Ludzie starają się dotrzeć do sedna sprawy i do tego co tak na prawdę jest problemem w tym wszystkim. Ten film właśnie dotyka tych kwestii. Dociera to jądra problemu i pokazuje czym tak na prawdę jest ucieczka w inny równoległy i nieprawdziwy świat. Wskazuje także moment ścierania się tych dwóch światów. Konfrontowane są dwa różne wymiary i dwie kompletne różne świadomości. Z jednej strony mamy zagubionego nastolatka z lekko zwichrowaną psychiką. Ma on swoje własne problemy, które traktuje nader poważnie i dzieli się z nimi ze swoimi internetowymi przyjaciółmi, żyjąc w przekonaniu, że jego doczesny świat nie znajdzie rozwiązania jego bolączek. Z drugiej strony mamy rodziców Dominika, zajętych swoimi karierami. Sądzą, że znają swojego syna, myśląc, że wiedzą co go trapi oraz bagatelizują jego kłopoty. Film ten pokazuje kontrast między tym co jest istotne dla osoby mającej styczność z internetową egzystencją a tym co tak na prawdę trapi ludzi twardo stąpających po ziemi. Dla Dominika tragedią było odłączenie stałego łącza i niemożność zalogowania się do "drugiego świata". Rodzice natomiast, zapaleni karierowicze, nie zwracali uwagi na stan zdrowia chłopaka. Zdanie matury czy gra pozorów szczęśliwej rodziny przed ważnymi znajomymi miały dla nich większe znaczenie od tego co tak na prawdę trapi młodego chłopaka. To czysto pragmatyczne i racjonalne podejście bliskich Dominika stanowiło podstawową różnicę i kość niezgody pomiędzy tymi dwoma światami. W "Sali samobójców" (bo tak nazywała się kraina w której przebywał główny bohater) uczestnicy byli kierowani przez jakiś ultymatywny i ponaddoczesny cel. Stali wyżej w hierarchii od wszystkich "gorszych" ludzi z zewnątrz. Dla nich świat nie istniał bo wszystko mieli na wyciągnięcie ręki. Rodzice patrzyli z innej perspektywy. Rozważali nękającą ich ciężką sytuację z wychowawczego punktu widzenia ciągle powtarzając "czego on jeszcze od nas chce, przecież daliśmy mu wszystko co dla niego najlepsze".
Sala samobójców stanowi także mozaikę różnych postaci i różnych charakterów. Każdy z bohaterów jest indywidualnością co wyraźnie się da zauważyć dzięki wiarygodnej grze aktorskiej. Nawet osoby nie odgrywające szczególnej roli dla całego obrazu wnoszą do filmu coś od siebie ukazując świat ludzki pełen różnorodności i odmiennych poglądów na otaczającą rzeczywistość. Daje to pewien całokształt, który pozwala spojrzeć na przedstawiany problem z różnych punktów widzenia i dzięki temu widz może się utożsamić z którymś z nich. Realizm wspomagają także dobrze ułożone i bardzo naturalnie brzmiące dialogi oraz mocny, bezpośredni przekaz. Ciekawym elementem są także fragmenty wirtualnej egzystencji bohaterów przedstawione za pomocą grafiki komputerowej pozwalające nam się wczuć w technologiczny wydźwięk filmu. Całość wieńczy świetna ścieżka dźwiękowa racząca nas fajnymi i chwytliwymi rockowymi kawałkami. Ogólnie rzecz biorąc film jest godny polecenia i trzeba przyznać, twórcy stanęli na wysokości zadania. Przedstawili nam bowiem istotę a nie jedynie powierzchowne kwestie problemu uciekania w wirtualną rzeczywistość.