Najlepiej, jak to mówią, zacząć od początku a zatem i tak się stanie. Film wprowadza nas w historię trzyosobowej na pozór szczęśliwej i kochającej się rodziny. Ojciec (Pieczyński) jest dobrze zapowiadającym się politykiem i ekspertem w jednym z polskich ministerstw, matka (Agata Kulesza) to zapracowana i rozchwytywana projektantka mody, natomiast syn Dominik (Jakub Gierszał) typowy niczym się niewyróżniający licealista z maturą i studniówką zapasem. Tak to się po krótce przedstawia i, chciałoby się rzec wieje nudą. Ot będzie to kolejny dramacik obyczajowy w troszkę innej otoczce. Innej ponieważ Dominik, tak jak wszyscy jego znajomi, jest częstym bywalcem portali społecznościowych stanowiących swoista platformę gdzie rozgrywa się spora część życia towarzyskiego. Na Facebooku bowiem uwieczniane są najważniejsze wydarzenia, które są następnie akceptowane (fejsbukowe lubię to!) lub soczyście i bez ogródek "zjeżdżane". I tutaj zapewne nie tylko na mojej twarzy pojawił się wyraz, który można by streścić jako "czyżby gniot o fejsbukowych trollach i słitaśnych fociach?". Nie ukrywam, że mina ta w miarę rozwoju wydarzeń znikła z mego oblicza ustępując miejsca ciekawości i miłemu zaskoczeniu. Głównemu bohaterowi bowiem, na jego nieszczęście, przytrafia się pewne nieciekawe przeżycie i na domiar złego uczestniczy w nim także jego przyjaciel, który nie omieszkał opisać to na wspomnianym portalu społecznościowym. W tym właśnie momencie Dominik czuje, że jego świat jakim go znał trzęsie się w posadach i wszystko wali mu się na głowę. Jego zdaniem rozwiązanie problemów leży w ucieczce do wirtualnego świata gry online, gdzie można się stać kimkolwiek zechcesz i robić co tylko się zamarzy. Główny bohater stara się to zrobić pod przewodnictwem nowo poznanej w tym właśnie świecie, tajemniczej Sylwii (Roma Gąsiorowska).
Film dotyka bardzo ciekawej lecz niezbyt oryginalnej tematyki. Rzeczywistość wirtualna bowiem i problemy z nią związane są dyskutowane już od dłuższego czasu zarówno w mediach jak i na forach internetowych a także w zwykłych codziennych rozmowach. Ludzie starają się dotrzeć do sedna sprawy i do tego co tak na prawdę jest problemem w tym wszystkim. Ten film właśnie dotyka tych kwestii. Dociera to jądra problemu i pokazuje czym tak na prawdę jest ucieczka w inny równoległy i nieprawdziwy świat. Wskazuje także moment ścierania się tych dwóch światów. Konfrontowane są dwa różne wymiary i dwie kompletne różne świadomości. Z jednej strony mamy zagubionego nastolatka z lekko zwichrowaną psychiką. Ma on swoje własne problemy, które traktuje nader poważnie i dzieli się z nimi ze swoimi internetowymi przyjaciółmi, żyjąc w przekonaniu, że jego doczesny świat nie znajdzie rozwiązania jego bolączek. Z drugiej strony mamy rodziców Dominika, zajętych swoimi karierami. Sądzą, że znają swojego syna, myśląc, że wiedzą co go trapi oraz bagatelizują jego kłopoty. Film ten pokazuje kontrast między tym co jest istotne dla osoby mającej styczność z internetową egzystencją a tym co tak na prawdę trapi ludzi twardo stąpających po ziemi. Dla Dominika tragedią było odłączenie stałego łącza i niemożność zalogowania się do "drugiego świata". Rodzice natomiast, zapaleni karierowicze, nie zwracali uwagi na stan zdrowia chłopaka. Zdanie matury czy gra pozorów szczęśliwej rodziny przed ważnymi znajomymi miały dla nich większe znaczenie od tego co tak na prawdę trapi młodego chłopaka. To czysto pragmatyczne i racjonalne podejście bliskich Dominika stanowiło podstawową różnicę i kość niezgody pomiędzy tymi dwoma światami. W "Sali samobójców" (bo tak nazywała się kraina w której przebywał główny bohater) uczestnicy byli kierowani przez jakiś ultymatywny i ponaddoczesny cel. Stali wyżej w hierarchii od wszystkich "gorszych" ludzi z zewnątrz. Dla nich świat nie istniał bo wszystko mieli na wyciągnięcie ręki. Rodzice patrzyli z innej perspektywy. Rozważali nękającą ich ciężką sytuację z wychowawczego punktu widzenia ciągle powtarzając "czego on jeszcze od nas chce, przecież daliśmy mu wszystko co dla niego najlepsze".
Sala samobójców stanowi także mozaikę różnych postaci i różnych charakterów. Każdy z bohaterów jest indywidualnością co wyraźnie się da zauważyć dzięki wiarygodnej grze aktorskiej. Nawet osoby nie odgrywające szczególnej roli dla całego obrazu wnoszą do filmu coś od siebie ukazując świat ludzki pełen różnorodności i odmiennych poglądów na otaczającą rzeczywistość. Daje to pewien całokształt, który pozwala spojrzeć na przedstawiany problem z różnych punktów widzenia i dzięki temu widz może się utożsamić z którymś z nich. Realizm wspomagają także dobrze ułożone i bardzo naturalnie brzmiące dialogi oraz mocny, bezpośredni przekaz. Ciekawym elementem są także fragmenty wirtualnej egzystencji bohaterów przedstawione za pomocą grafiki komputerowej pozwalające nam się wczuć w technologiczny wydźwięk filmu. Całość wieńczy świetna ścieżka dźwiękowa racząca nas fajnymi i chwytliwymi rockowymi kawałkami. Ogólnie rzecz biorąc film jest godny polecenia i trzeba przyznać, twórcy stanęli na wysokości zadania. Przedstawili nam bowiem istotę a nie jedynie powierzchowne kwestie problemu uciekania w wirtualną rzeczywistość.

We mnie ten film budził nieco sprzeczne uczucia - z jednej strony dość oklepana, nie oszukujmy się, tematyka, a z drugiej innowacyjny jak na nasze realia sposób przekazania dość banalnych treści. I o ile sama treść filmu nie wnosi niczego nowego - tak jak napisał Tomey - mamy rozpieszczanego przez zapracowanych rodziców chłopaka, który w decydującym momencie czuję się na tyle osamotniony, że szuka sobie przyjaciół w wirtualnej rzeczywistości, o tyle obraz jako całość robi duże wrażenie. Nie jestem fanką gier komputerowych, które na myśl przywodzi grafika filmu, nie mniej jednak została ona zgrabnie wpleciona w snuty wątek i bardzo ciekawie pokazuje to, czego nie może uchwycić oko kamery.
OdpowiedzUsuńDla mnie jednak najciekawszą w całym tym filmie jest postać Sylwii. Nie potrafię do końca rozgryźć tej dziewczyny! Czy to niedoszła samobójczyni? Chyba nie, bo gdyby chciała się zabić naprawdę, zrobiłaby to na tysiąc sposobów, a nie odstawiałyby szopki w stylu "mogę to zrobić tylko wtedy, jeśli...". To, przynajmniej moim zdaniem, nie jest postawa osoby, która chce zakończyć swoje życie. To nie jest zachowanie zdeterminowanej desperatki. A kogo? To własnie nurtuje mnie najbardziej. Z całą pewnością Sylwia bawi się ludźmi, napawa się swoją władzą nad nimi, tym że potrafiła uzależnić od siebie Dominika. Czy robi to z wyrachowania, głupoty czy próżności? Nie jest to wyjaśnione, ale jej intencje nie są do końca jasne. O ile w przypadku Dominika od początku do końca wiadomo co się kryje w głowie chłopca (przynajmniej mniej więcej), o tyle u niej trudno jest to zweryfikować. Dla mnie kluczowym pozostaje w tej kwestii pytanie - czy gdyby Sylwia dostała do ręki tabletki, skończyłaby ze sobą? Nie jestem tego taka pewna, choć rzecz jasna nie wykluczam tej możliwości.
Tak czy inaczej - "Sala samobójców" jest filmem godnym uwagi i, moim zdaniem, bardzo dobrym - pomimo pewnych mankamentów. A zakończenie - wciska w fotel. Polecam.