Na starcie film miał przewagę - oparty na prawdziwych wydarzeniach, złe moce i demony oraz Hopkins jako egzorcysta. Jednak potrzeba było nie więcej niż 20 minut aby mój entuzjazm odszedł w siną dal. Wątpiący, w istnienie nadprzyrodzonych mocy młody kleryk jest tuż przed ostatnimi przysięgami. Michael Kovak (bo tak nazywa się niedoszły klecha) decyduje się złożyć rezygnację i wycofać się w ostatniej chwili. Ojciec przełożony jednak nie chce tracić zdolnego i obiecującego sługi bożego. Proponuje mu (uwaga!) specjalny kurs na egzorcystę odbywający się w Watykanie. Moje pytanie brzmi - że co?! słucham?! Pierwsza niedorzeczność, która wyraźnie odbiła się na moim odbiorze całości. To teraz możemy pojechać sobie do Stolicy Apostolskiej i zrobić dyplom z przepędzania demonów? Co więcej wykłady w ramach tego studium odbywają się w sali niczym ze statku Enterprise przy pomocy futurystycznych urządzeń rodem ze Star Wars. I na tym nie koniec. Kurs prowadzi ksiądz Xavier doskonale władający językiem angielskim z grymasem wypowiadający słowa "Oh, this American" na powitanie Michaela. Watykan zatem kształci profesjonalnych, dyplomowanych egzorcystów. Ciekawa sprawa, może kiedyś skuszę się na taki kursik i wpiszę "Łowca Demonów" w CV.
Mówiąc krótko i zwięźle - im dalej w las tym gorzej. Gdy Michael spotyka się z ojcem Lucasem (Hopkins) akcja nabiera rozpędu. Początkujący kleryk jest świadkiem wielu egzorcyzmów, które można eufemistycznie określić jako banalne żeby nie powiedzieć idiotyczne lub żałosne. Kompletnie nie przekonujące a momentami komiczne sceny wypędzania złych mocy spowodowały, że to co w zamierzeniu twórców miało przerażać w rzeczywistości śmieszyło lub wywoływało pełne politowania spojrzenia. Nawet próba implementacji egzystencjonalnych i filozoficznych rozmów na dogmatyczne tematy religijne tj istnienie Boga i Szatana, czy też empiryzm i racjonalizm kontra wiara, nie wniosły niczego co poprawiłoby całokształt. Rozmowy te nie wywierały żadnym znamiennych skutków w fabule i były jakby poza wszystkim dookoła. Dopatrzyłem się także paru nieścisłości w scenariuszu spoiler start jak np. pojawiająca się ni z gruszki ni z pietruszki żaba podczas egzorcyzmu czy ostateczna scena wypędzania demona z ojca Lucasa kiedy Michael doznaje w jednej chwili nagłego objawienia i zyskuje niesamowitą moc niczym w hollywoodzkich filmach wojennych spoiler stop.
Film od statusu kompletnego gniota ratuje jedynie kunszt i warsztat aktorski Hopkinsa. Z jego twarzy można było odczytać wszystkie emocje - gniew, zakłopotanie, zdziwienie czy smutek. Jego naturalność wypowiadania poszczególnych kwestii była zadziwiająca. Co prawda rola roztargnionego egzorcysty odbierającego komórkę podczas rytuału nie była może czymś przełomowym w jego karierze to jednak chylę czoła przed jego umiejętnościami. Ogólnie jednak nie polecam wybierać się do kina - szkoda pieniędzy i czasu. Film ani nie zachwyca oryginalnością scenariusza ani nie pokazuje nic nadzwyczajnego od strony technicznej. Jeżeli natomiast interesuje Was tematyka egzorcyzmów zdecydowanie polecam Egzorczymy Emily Rose, Dorothy Mills oraz jeżeli ktoś nie miał jeszcze okazji widzieć to także klasyki takiego kina czyli Egzorcysta czy Omen.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz